A może rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady…

0 Comments


A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady…  

Dla jednych fajne powiedzenie, a dla innych kawałek historii ich życia. Każdy z nas pomyślał przynajmniej raz w życiu w ten sposób. Wziąć plecak, spakować najpotrzebniejsze rzeczy, kupić bilet i pojechać przed siebie. Dokąd? Tam gdzie odnajdziemy święty spokój. Od codziennych problemów w pracy, od wiecznego gonienia za czymś, załatwiania spraw, korków na mieście, dylematu w supermarkecie, czy kupowana żywność jest zdrowa czy też nie, pracy bez której nie jesteśmy w stanie przeżyć do pierwszego następnego miesiąca i poczucia, że żyjemy nie tak jak sobie to wymarzyliśmy. 

Mały domek w górach, dookoła rozciąga się piękny widok, kołyszą się sosny, słychać dźwięk płynącej rzeki, czuć zapach świeżo skoszonej trawy. Siedzimy na drewnianym tarasie, pijemy kawę, jemy przyrządzony twarożek z mleka od pobliskiego gospodarza i ziół rosnących w naszym ogrodzie Twarz ogrzewają promienie słońca, zamiast hałasu miasta słychać ćwierkanie ptaków.  Nie dzwoni telefon, szef nie ma złego humoru, projekt nie zakończył się tydzień temu… I najlepsze, możemy wstać, pójść na spacer, a obowiązki, tak obowiązki bo one są w życiu każdego z nas 🙂 przełożyć na potem. Czas się nie zatrzymał, ale w takim miejscu biegnie wolniej. Wypełniają go szczęśliwsze chwile. Często w tym “slow life” mamy chwilę na odkrycie samych siebie, swoich pragnień, realizację marzeń. 

“Bóg stworzył człowieka z oczami z przodu, a nie z tyłu głowy, co znaczy, że człowiek ma się zajmować tym co będzie, a nie tym co było”

A więc? Jak rzucić wszystko i zacząć od nowa?

W najbliższym czasie na planuję, ale kto wie. Rok temu też nie planowałem, a wyszło na spontanie mniej więcej tak: 

Jak codziennie obudziłem się o 6 rano, w środę,  19 czerwca, dzień przed Bożym Ciałem. Długo nie myśląc nad konsekwencjami,  spakowałam rzeczy do jednej torby, takiej jakie mają sportowcy chodzący na siłownię, z paskiem na jednym ramieniu oraz małego plecaka. Wrzuciłem laptop, ładowarkę i nic nikomu nie mówiąc poszedłem na przystanek autobusowy.  Kupiłem bilet do Sławna, a stamtąd kolejny na pociąg do Katowic. Nie rozmyślałem, czułem że zmieniam życie. 10h podróży i jestem. Katowice dworzec kolejowy, 30 stopni, dzień przed Bożym Ciałem, bez pracy, ale z fachem w ręku. Dam radę, teraz już nie ma odwrotu, przełożony dostał rano SMS, że rzucam pracę! Wieczorem zadzwoniła mama, z pytaniem gdzie jestem. W skrócie opisałem sytuację, puentując że szybko się nie zobaczymy i że jakoś w ciągu tygodnia dotrze moja dyscyplinarka. Zadowolona to ona nie była, ale co zrobić. Życie:) W obydwu przypadkach miałem rację. Zwolnienie dyscyplinarne dostarczone w przeciągu 5 dni od dnia nie pojawienia się w pracy, z rodzicami natomiast nie widziałem się przez kilka miesięcy, w końcu i tak byli na mnie wkurzeni 🙂

Jak sobie poradzić?

W dużym mieście pracy jest dużo, przecież nie od razu musisz zostać dyrektorem generalnym dużej korporacji 🙂 Na szybko można zatrudnić się w jakimś barze, knajpie czy popularnym fast foodzie typu KFC. Trzeba posiadać książeczkę sanepidowską, inaczej was nie zatrudnią). Najważniejsze to wynająć lokum, jeśli ma to być miejsce gdzie chcesz zatrzymać się na dłużej trzeba poszukać czegoś sensowniejszego. Niedaleko pracy, dobrze skomunikowanej z centrum miasta, za rozsądną cenę. Dobra rada koniecznie z normalnymi współlokatorami 🙂 Oczywiście pamiętajcie, że z pięćdziesięcioma złotymi w kieszeni panami na włościach nie będziecie. Odłóżcie na tą okazję minimum 3-5 tysięcy. Taka kwota pozwoli na wynajęcie pokoju, opłacenie kaucji i spokojne znalezienie pracy. Co jeśli nie mamy takiego budżetu? To także nie jesteśmy jeszcze straceni. Przespać można się w noclegowniach lub w hostelu pracowniczym. 20zł za nocleg to standardowa stawka za tego typu usługi. Nie spodziewaj się jednak apartamentu, w tej cenie jest możliwość przekimania się na łóżku w pokoju wieloosobowym, skorzystania z prysznica, czasem pralki i kuchni. Minusem jest fakt, że nigdy nie wiemy na kogo trafimy. 

Zabrzmiało fajnie, łatwo i sexy? Jednak rzucenie wszystkiego bez przemyślenia wiąże się z brakiem poczucia pewności, brakiem planu co dalej i raczej jest próbą siły i wytrwałości by nie wrócić z podkulonym ogonem do domu lub poprzedniego życia. Ja plan miałem w połowie przygotowany, ale na początku nie raz czułem chęć ponownego rzucenia wszystkiego i tym razem powrotu do domu 🙂 Idealistyczna wizja sielanki ma się nijak do rzeczywistości:) Kończąc, gdybym miał zrobić to raz jeszcze, to bym to zrobił 🙂 Poświęciłbym więcej czasu na planowanie dalszego życia, niż przez parę godzin w pociągu relacji Sławno-Katowice 🙂 

Piszesz w dużym mieście, przecież wpis jest o rzuceniu wszystkiego i wyjeździe w Bieszczady!

Masz rację, dla mnie to swoistego rodzaju metamorfoza, ale jeśli ktoś faktycznie chciałby tak zrobić to z pewnością plan pod tytułem wstaję rano, pakuję jedną torbę ubrań i wsiadam do pierwszego nadjeżdżającego pociągu będzie prostą drogą do odniesienia spektakularnej porażki. Żeby zamieszkać z dala od cywilizacji musimy mieć plan. Gdzie się zatrzymać, gdzie mieszkać, co jeść, jak pracować. Bez pracy nie będziemy w stanie się utrzymać, a odłożone pieniądze szybko się skończą. W takim przypadku sprawa jest zdecydowanie trudniejsza, ale jak pokazują setki ludzi na świecie, jak najbardziej realna. 

Jeśli nie masz zobowiązań, dzieci, jesteś sam/ sama, akurat po studiach lub dobija cię obecna praca – moja rada, nic do stracenia, a z pewnością do zdobycia. Nowe doświadczenie, nauka samodzielności, zawieranie znajomości, przygody, inne spojrzenie na świat. Just do it!

Spełniaj marzenia, bierz odpowiedzialność za swoje życie i to co przyniesie jutro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *